Wieczór z kulturą węgierską – relacja z Królestwa bez Kresu
Ten wieczór w naszej pamięci zapadnie na długo. O ile nie na zawsze. Choć odbył się w środku tygodnia, a aura była wyraźnie zimowa, przybyło wielu uczestników, którzy gorącymi sercami do kultury węgierskiej rozpalili atmosferę otwartej enklawy Królestwo bez Kresu przy ul. Biskupiej 18 w Krakowie.
Pierwsze spotkanie z kulturą węgierską
Zaczęło się od rozmów, aby lepiej się poznać. Prowadząca spotkanie i nauczycielka tańca Joanna Mieszkowicz rozpoczęła pytaniem „Jakie jest Wasze pierwsze spotkanie z kulturą węgierską”. Niby pytanie proste, ale jakże rozwiązujące języki. Wspomnień i opowieści nie było końca. O ludziach, o języku, o kulturze…
Jak się okazuje większość gości z Węgrami po raz pierwszy spotkała się na wakacjach. Jako dzieci, jako dorośli. To co ich urzekło, to ogromna życzliwość i chęć pomocy, która spotykała ich na każdym kroku. Mimo dość dużej bariery językowej. Chyba nie trzeba tutaj wspominać, że nasze języki różnią się od siebie dość mocno i porozumiewanie się bywa wyzwaniem.

Dla jednej z uczestniczek wieczoru, Julii, to wyzwanie stało się właśnie inspiracją do studiowania hungarystyki. Julia jest już na V roku i przewodniczy Kołu Naukowemu Hungarystyki UJ. Wsparła nas w działaniach promocyjnych, a koło stało się także naszym partnerem. Wśród uczestników było także więcej studentów tego kierunku.
Nauka języka przez śpiew
Większość jednak nie studiowała języka węgierskiego, za to mogła go trochę poznać na naszych warsztacie nauki śpiewu. O czym śpiewać, by słowa same wchodziły do głowy? Wiadomo, o miłości. W kulturze węgierskiej miłość skrywa się pod postacią ptaka. Jak wytłumaczył nam nasz zaprzyjaźniony artysta Farkas Gyulai, może on symbolizować: nieszczęśliwą miłość, krótkotrwałą miłość, a także miłość nierozerwalną, jak dwoje ptasich skrzydeł.
W naszych pieśniach występowały wszystkie trzy miłości. Każdy z gości dostał kartki ze słowami, a także opisem, jak wymawiać nieoczywiste litery i ich połączenia. Przygotowała je nasza artystka multiinstrumentalistka Magda Olkiewicz z kapeli Bratanika. Czy było trudno? Z taką ściągą znacznie łatwiej. A zapał naszych gości na pewno przykrył wszystkie językowe komplikacje.
Na warsztat poszły dwie piosenki: „W moim ogrodzie ptak” i „Mały ptaszek„. Z tekst tej drugiej możecie zapoznać się sami. A może i nawet jej słów nauczyć.
Ëgy kicsi madárka
Kicsi madár hogy tudsz élni,
Kicsi madár hogy tudsz élni,
Mikor nem tudsz beszélgetni.
Mer’ én tudok beszélgetni,
Mer’ én tudok beszélgetni,
Méges alig tudok élni.
Kicsi madár, ej’ be fenn jársz,
Kicsi madár, ej’ be fenn jársz,
Mi az oka, alább nem szállsz.
Alább szállnék, de nem merek,
Alább szállnék, de nem merek,
Sok az irigy, s attól félek.
Méges engedelmet kérek,
Méges engedelmet kérek,
Hogy szeresselek, míg élek.
Méges engedelmet kérek,
Méges engedelmet kérek,
Téged szeretlek míg élek…
Mały ptaszku
Mały ptaszku, jak możesz żyć,
Mały ptaszku, jak możesz żyć,
Skoro nie umiesz mówić.
Bo ja umiem mówić,
Bo ja umiem mówić,
A jednak ledwo mogę żyć.
Mały ptaszku, dlaczego latasz tak wysoko,
Mały ptaszku, dlaczego latasz tak wysoko,
Dlaczego nie schodzisz niżej.
Schodziłbym niżej, ale nie mam odwagi,
Schodziłbym niżej, ale nie mam odwagi,
Jest wielu zazdrosnych i boję się ich.
Proszę cię o pozwolenie,
Proszę cię o pozwolenie,
Żebym mógł cię kochać, dopóki żyję.
Proszę cię o pozwolenie,
Proszę cię o pozwolenie,
Kocham Cię, dopóki żyję…
Wskazówki do wymowy: a = a/o, á = a, cs = cz’, é = ei, gy = dź, ö = u/y, sz = s
Tańce w kręgu i nie tylko
Po śpiewach przyszedł czas na tańce. Bo jak by to u nas mógł się odbyć wieczór bez tańców. Na początku szybki kurs z kroków. A że uczestnicy okazali się zdolni, od razu można było przejść do naszych typowych czangowskich szaleństw w kręgu. Później także spróbowaliśmy tańców w parach, a nawet w linii.
Na skrzypcach i kobozie zagrali Magda Olkiewicz i Farkas Gyulai, którzy towarzyszą nam na naszych imprezach już od lat. Ich muzyka sama wszystkich niesie, więc wieczór się bardzo roztańczył i rozmuzykalnił. Swoich sił na grze na cymbałach spróbował nawet szef Królestwa Dawid, co zostało uwiecznione. Szło mu dobrze!
Apetyt na więcej
Może zastanawiacie się, jak podczas tak długiego i intensywnego wieczoru w ogóle przetrwaliśmy? Spieszę z odpowiedzią, że wszystkich krzepiły wędzone śliwki węgierki. One już chyba wpiszą się na stałe w nasze imprezowe menu. Choć można powiedzieć, że zaspokoiły tylko nasz fizyczny apetyt, bo apetytu na wieczory węgierskie i potańcówki czango, z pewnością nie. Już niebawem zorganizujemy coś nowego. Obiecujemy!











